Archive for lutego 2013

Very Important Purrson - Dita Von Teese


Dziś przy śniadaniu przeglądałam portale plotkarskie w poszukiwaniu zdjęć gwiazd w Oskarowych kreacjach. W tym roku było bardzo równo, elegancko, bez spektakularnych wpadek. I w utrzymującym się od kilku lat trendzie na jasne kreacje. Ja oczywiście mam swoje podejrzenia odnośnie tego, co sprawia, że ciemne suknie nie są popularne przy tej okazji.  No przecież wiadomo, że na ciemnych tkaninach kocie włosy są bardziej widoczne… 
Przypomniał mi się zeszłoroczny wpis Dity Von Teese na Twitterze. Dita jest perfekcjonistką, począwszy od makijażu, bez którego nie wychodzi z domu, przez idealnie dopasowana bieliznę, po starannie dobrane ciuchy w stylu pin-up.  Jej ulubiony kolor to czerń, od lat farbuje swoje blond włosy na ten kolor. I ta idealna Dita tuż przed wyjściem na imprezę promującą jej nowe perfumy wrzuca na Twittera  takie oto zdjęcie.
 
twitter.com/DitaVonTeese
 
Oczywiście na imprezę przychodzi spóźniona- pewnie rolka poszła w ruch, nie mówiąc o żelazku…
 
 
Kocur wylegujący się na przygotowanej na ten wieczór kreacji to devon rex o imieniu Aleister.  Ma już 8 lat i wydaje się być ulubieńcem artystki, Dita zabiera go ze sobą w podróże w kuferku Louisa Vuittona, a jakże…
 blog.mcmworldwide.com
twitter.com/DitaVonTeese

 
Tego wieczoru Aleister był jedynym kotem zamieszanym z gniecenie i okłaczanie kreacji, chociaż Dita ma jeszcze dwa koty i dwa psy. Pozostałe dwa devon rexy to  Herman i Edgar.
 

Walczyła o prawa do opieki nad nimi z wokalistą Marylinem Mansonem krótko po ich głośnym rozstaniu. Wygrała i chyba fajnie się stało, bo widać, że ma na ich punkcie pozytywnego hopla. Ma w domu nawet nietypowe portrety swoich czworonogów.
 
 
 
twitter.com/DitaVonTeese
 
Regularnie wrzuca ich zdjęcia na Twittera. I patrząc na kilka z nich można wywnioskować, że oprócz dużej ilości naturalnego wdzięku Aleister ma też inne nadmiary- chyba przydałaby mu się miniaturka Ditowego gorsetu…
 twitter.com/DitaVonTeese
 
Na szczęście nikt nie oczekuje od niego, żeby był tak samo perfekcyjny jak Dita.

www.dita.net

Posted in , , , | SKOMENTUJ

Artykuł w Wysokich Obcasach- oj, zeźliłam się.

Dziś Dzień Kota. Kolejny dzień, w którym koty królują na fanpejdżach wszystkich możliwych firm i jeden z niewielu w roku, gdy poważne magazyny poświęcają im swoje łamy. Wysokie Obcasy były dla mnie do tej pory takim poważnym magazynem. Zapraszam Was do lektury tekstu z ostatniego numeru, a potem do przeczytania mojego komentarza. Bo bardzo mnie ten tekst ruszył. W sensie negatywnym niestety.

Link do artykułu: KLIK



Jestem świeżo po lekturze najnowszego numeru Wysokich Obcasów. Z zainteresowaniem zajrzałam zwłaszcza do artykułu "Kociary". Wrażenia?

Jestem zażenowana, bo pamiętam pierwsze numery Wyborczej przynoszone przez rodziców do domu tak, żeby sąsiedzi nie widzieli, pamiętam pierwsze numery Magazynu, weekendy spędzone z rodziną nad Jolką, pierwszy numer Dużego Formatu. Jednak mój szacunek do kunsztu dziennikarskiego pracowników Gazety od jakiegoś czasu systematycznie słabnie. Teraz legł w gruzach.

Przeczytałam właśnie superpłytki artykuł, który bazuje na rozmowach z osobami, które środowisku hodowców nie przynoszą nic, prócz rumieńca zażenowania. Sama mam w domu koty z rodowodem, na szczęście hodowli nie prowadzę, bo gdybym miała kiedyś te wspaniale obfotografowane osoby zobaczyć na wystawie, nieelegancko prychnęłabym śmiechem.

Jakie wnioski przeciętny czytelnik wyciągnie z tego artykułu?
Że hodowla to świetne hobby dla zblazowanych bogaczy oraz jak wspaniale byłoby, gdyby wśród ludzi w pary łączyły się tylko osobniki o najznamienitszych cechach, a te niezbyt rokujące od razu pakowano do piachu. Że hodowcy to ludzie ograniczeni intelektualnie, a sama hodowla to labolatorium doktora Mengele. Przeciętny czytelnik puknie się w czoło i stwierdzi, że lepiej kupić "rasowca" taniej z pseudohodowli, niż zapłacić 500zł więcej komuś, kto i tak ma tyle kasy, że nie musi pracować...

Znam wielu hodowców oddanych temu drogiemu, ale i wymagającemu także pod innym względem hobby. Hodowla to nie same radości z krycia Simonem i zestawiania idealnych cech. To liczne straty kociaków przy porodzie, odpowiedzialność za znalezienie pozostałym dobrych domów, walka o życie kota, gdy przytrafi się choroba, ciężka decyzja o oddaniu go, gdy przestanie się dogadywać ze stadem. Tymczasem wszystkie opisane "kociary" nie wspominają o tym ani słowem, ekscytują się tylko wymarzonym kotem w kolorze białym z jednym czarnym uszkiem, podawaniem saszetek za 5 zł i tym, jak bardzo przewidywalne są koty rasowe w porównaniu z dachowcami. Ciekawa jestem co się stanie, gdy pojawią się u ich rasowców problemy behawioralne związane z powiększaniem hodowli? Bohaterki artykułu sprawiają wrażenie lekkodusznych trzpiotek- jak taka osoba ma być oparciem dla właściciela kota urodzonego w ich hodowli? W ich wypowiedziach brakuje ciepła, traktowania kota podmiotowo, przejawu jakichkolwiek uczuć. Ot- chłodny opis działalności gospodarczej z małym wtajemniczeniem w biznesplan. Jak bardzo wszystkie te kobiety różnią się od hodowców, których znam! Jak bardzo ten artykuł jest krzywdzący dla całego środowiska! Mam nadzieję, że hodowcy, którzy sprzedali bohaterkom artykułu koty do hodowli, mają teraz solidną czkawkę, bo nie wydaje mi się, żeby byli szczęśliwi, że koty z ich przydomkiem znajdują się w takich rękach...

Czy nie lepiej, zamiast płytkiego artykułu, nie popartego żadnym researchem, byłoby napisać z okazji Dnia Kota artykuł o warszawskiej Koterii, Pomorskim Kocim Domu Tymczasowym czy masie innych, prężnie działających organizacji, które pomagają kotom miejskim i bezdomnym?

Chociaż może to i lepiej- jestem przekonana, że autorka umiałaby spłycić również ten temat i spłodzić tekst o szalonych kociarach zbierających koty po śmietnikach...

9 Comments

10 kilo sztuki

Nie wszystko na tym świecie jest idealne. Nie wszystko jest wystarczająco dobre. Więc jeśli czujesz, że jesteś w stanie coś poprawić, to dlaczego nie spróbować?

Na przykład tacy artyści malarze. Niby uznani, niby ich dzieła wiszą w galeriach, o tych niby przełomowych dziełach tabuny przyszłych artystów malarzy uczą się w szkole, ale… czasem jakby czegoś brakowało. Jednego maźnięcia pędzlem, jakiegoś detalu, wisienki na torcie, która uczyniłaby arcydzieło jeszcze bardziej arcy.

Wg autora strony FatCatArt tym brakującym elementem jest 10 kilo kota. Rudy Zarathustra pozuje tylko dla największych. Poniżej kilka moich ulubionych obrazów, cała reszta na fatcatart.ru
















Posted in , | 2 Comments

I że Cię nie opuszczę...


Moje koty mieszkają ze mną od ponad 3 lat. Z roku na rok, z miesiąca na miesiąc, zauważam pogłębiająca się między nami więź. Coraz częściej się przytulają, coraz częściej zasypiają tuż obok, coraz częściej wkładają swoje łapki w moją dłoń, żeby poczuć jeszcze większą bliskość. To moje pierwsze w życiu koty, zawsze myślałam, że prawdziwe przywiązanie jest charakterystyczne tylko dla psów. Że koty żyją gdzieś obok, całkiem niezależnie. 

Przed nami, przy dobrych wiatrach, jeszcze jakieś 16 wspólnych lat. Jeśli postęp w intensyfikowaniu więzi będzie równie dynamiczny, jak dotąd, za jakieś 10 wiosen nie będę się mogła od moich kotów odkleić.  Jak sobie poradzę z ich starością i moim kryzysem wieku średniego? Czy kiedy odejdą, zdecyduję się na kolejnego kota? Chyba tak. Bo chciałabym, żeby moja starość wyglądała tak, jak na zdjęciach poniżej.

Miyoko Ihara z Japonii od 12 lat dokumentuje wspólne życie jej babci i białego kota o różnokolorowych oczach. Rok temu wydała album ze zdjęciami tej nierozłącznej pary. Dawno nic nie wylało takiego kubła ciepła na moje serducho. 
































Copyright © Miyoko Ihara

Posted in | 7 Comments

Search

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.