Artykuł w Wysokich Obcasach- oj, zeźliłam się.

Dziś Dzień Kota. Kolejny dzień, w którym koty królują na fanpejdżach wszystkich możliwych firm i jeden z niewielu w roku, gdy poważne magazyny poświęcają im swoje łamy. Wysokie Obcasy były dla mnie do tej pory takim poważnym magazynem. Zapraszam Was do lektury tekstu z ostatniego numeru, a potem do przeczytania mojego komentarza. Bo bardzo mnie ten tekst ruszył. W sensie negatywnym niestety.

Link do artykułu: KLIK



Jestem świeżo po lekturze najnowszego numeru Wysokich Obcasów. Z zainteresowaniem zajrzałam zwłaszcza do artykułu "Kociary". Wrażenia?

Jestem zażenowana, bo pamiętam pierwsze numery Wyborczej przynoszone przez rodziców do domu tak, żeby sąsiedzi nie widzieli, pamiętam pierwsze numery Magazynu, weekendy spędzone z rodziną nad Jolką, pierwszy numer Dużego Formatu. Jednak mój szacunek do kunsztu dziennikarskiego pracowników Gazety od jakiegoś czasu systematycznie słabnie. Teraz legł w gruzach.

Przeczytałam właśnie superpłytki artykuł, który bazuje na rozmowach z osobami, które środowisku hodowców nie przynoszą nic, prócz rumieńca zażenowania. Sama mam w domu koty z rodowodem, na szczęście hodowli nie prowadzę, bo gdybym miała kiedyś te wspaniale obfotografowane osoby zobaczyć na wystawie, nieelegancko prychnęłabym śmiechem.

Jakie wnioski przeciętny czytelnik wyciągnie z tego artykułu?
Że hodowla to świetne hobby dla zblazowanych bogaczy oraz jak wspaniale byłoby, gdyby wśród ludzi w pary łączyły się tylko osobniki o najznamienitszych cechach, a te niezbyt rokujące od razu pakowano do piachu. Że hodowcy to ludzie ograniczeni intelektualnie, a sama hodowla to labolatorium doktora Mengele. Przeciętny czytelnik puknie się w czoło i stwierdzi, że lepiej kupić "rasowca" taniej z pseudohodowli, niż zapłacić 500zł więcej komuś, kto i tak ma tyle kasy, że nie musi pracować...

Znam wielu hodowców oddanych temu drogiemu, ale i wymagającemu także pod innym względem hobby. Hodowla to nie same radości z krycia Simonem i zestawiania idealnych cech. To liczne straty kociaków przy porodzie, odpowiedzialność za znalezienie pozostałym dobrych domów, walka o życie kota, gdy przytrafi się choroba, ciężka decyzja o oddaniu go, gdy przestanie się dogadywać ze stadem. Tymczasem wszystkie opisane "kociary" nie wspominają o tym ani słowem, ekscytują się tylko wymarzonym kotem w kolorze białym z jednym czarnym uszkiem, podawaniem saszetek za 5 zł i tym, jak bardzo przewidywalne są koty rasowe w porównaniu z dachowcami. Ciekawa jestem co się stanie, gdy pojawią się u ich rasowców problemy behawioralne związane z powiększaniem hodowli? Bohaterki artykułu sprawiają wrażenie lekkodusznych trzpiotek- jak taka osoba ma być oparciem dla właściciela kota urodzonego w ich hodowli? W ich wypowiedziach brakuje ciepła, traktowania kota podmiotowo, przejawu jakichkolwiek uczuć. Ot- chłodny opis działalności gospodarczej z małym wtajemniczeniem w biznesplan. Jak bardzo wszystkie te kobiety różnią się od hodowców, których znam! Jak bardzo ten artykuł jest krzywdzący dla całego środowiska! Mam nadzieję, że hodowcy, którzy sprzedali bohaterkom artykułu koty do hodowli, mają teraz solidną czkawkę, bo nie wydaje mi się, żeby byli szczęśliwi, że koty z ich przydomkiem znajdują się w takich rękach...

Czy nie lepiej, zamiast płytkiego artykułu, nie popartego żadnym researchem, byłoby napisać z okazji Dnia Kota artykuł o warszawskiej Koterii, Pomorskim Kocim Domu Tymczasowym czy masie innych, prężnie działających organizacji, które pomagają kotom miejskim i bezdomnym?

Chociaż może to i lepiej- jestem przekonana, że autorka umiałaby spłycić również ten temat i spłodzić tekst o szalonych kociarach zbierających koty po śmietnikach...

Bookmark the permalink. RSS feed for this post.

9 Responses to Artykuł w Wysokich Obcasach- oj, zeźliłam się.

  1. Artykuł jest żałosny i nie powinien zostać opublikowany! Te Panie słowo "hodowca" mogły przeczytać zobaczyć w słowniku bo nic więcej nie mają z nim wspólnego:/ Artykuł moim zdaniem jest obrazą PRAWDZIWYCH hodowców, ich pasji, serca i poświęcenia jakie oddają prowadząc hodowlę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Amen.

    Bo cóż więcej można dodać. Ten artykuł jest tak durny, jest tam tyle błędów merytorycznych (np. zakazany inbred, karmienie kota wieprzowiną!), że po prostu brak słów.
    Infantylność i głupota pań hodowczyń bije takim blaskiem, że podczas czytania musiałam oczy mrużyć.
    A można było tyle dobrego takim artykułem zrobić! Jest tyle świetnych tematów, którymi można było poszerzyć wiedzę przeciętnego Kowalskiego.

    Tylko jeden dzień w roku media przypominają sobie o kotach. Jeżeli tak maja pamiętać, to niech lepiej zapomną raz na zawsze.

    Smutne to bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj mi ta wieprzowina z tym royalem bardzo się nie spodobała. Takie panie znawczynie, a chyba nie bardzo interesują się tym, że wieprzowina z ewentualnym wirusem Ajuszkiego i szitowe jedzenie by RC i innych dość znanych "weterynaryjnych" marek nie nadaje się dla kociego żołądka. Cóż - plamki n sierści wydają się chyba jednak ważniejsze... Szkoda.

      Usuń
  3. 10 minut temu przeczytałam ten artykuł. Jestem zażenowana i smutna.
    Nie będę wnikać na jakiej zasadzie zostały wybrane jego bohaterki. Nie moja sprawa.
    Ale żeby taki badziew puścić w świat?
    :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest jeszcze opcja, że autorka miała na celu pokazanie żenującej postawy niektórych hodowców i podkreślenie śmieszności ich podejścia, chociaż jakoś w to nie wierzę :D Ale sprzedawanie pseudo porad żywieniowych bez sprostowania, to jakieś podwójnie smutne jest...

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam jeszcze wczorajszych Obcasów, ale właśnie przyniosłam je od mamy i miałam zamiar czytać do poduszki. odpuszczę sobie ten artykuł, nie chcę się denerwować :/

    OdpowiedzUsuń
  6. generalnie autorka tego 'artykulu' w WO nie powinna byc podpisana bo byla ona chyba tylko spisywaczem albo wysluchujaca te bzdury...zero wprowadzenia, żadnego komentarza A dla wszyskich dachowców ode mnie szaro-bure plebejskie ściski

    OdpowiedzUsuń
  7. nie oburzył mnie ten artykuł, choć rzeczywiście nie jest to najlepsza rekomendacja dla hodowców. jak widać niektórzy naprawdę mają misję tworzenia kotów z kolorowymi uszkami. zaskakująca i przerażająca jest też tęsknota za eugeniką... na pewno dużo bardziej wartościowe byłoby opisanie codziennej batalii domów tymczasowych, szalonych kocich mam i koterii. ale by wpaść na ten pomysł, trzeba cokolwiek wiedzieć na ten temat... a o to autorki nie podejrzewam. pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Search

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.