Archive for listopada 2012

Slightly mad


Innuendo- moim zdaniem najlepszy album grupy Queen. W środku książeczki ilustracja przedstawiająca członków grupy. Na niej Freddie ubrany w strój błazna, obleziony przez koty.

 http://requechando.com/

Na samej płycie- piosenka „Delilah”. Kiedyś, gdy rozumiałam tylko kilka słów w języku inglisz, myślałam, że to piosenka o ukochanej kobiecie. Kiedy wsłuchałam się w słowa ponownie kilka lat temu, przy fragmencie o sikaniu na kostium sceniczny zmarszczyłam mocno brwi, przetarłam oczka i ściągnęłam sobie tekst z internetu. To była piosenka o kotce! Jedna z najważniejszych grup muzycznych świata, na swoim najlepszym albumie umieściła hymn do sierściucha, a Brian wyciął solówkę imitującą kocie miauki...  Nie przypominam sobie żadnego innego artysty, który porwałby się na coś takiego.

www.freddie.ru

Pierwszymi kotami Freddiego były Tom i Jerry, które zamieszkały z nim i jego wieloletnią dziewczyną i najlepszą przyjaciółką- Mary Austin. Po ich rozstaniu koty zostały z Mary, która w ramach rekompensaty podarowała mu długowłosą niebieską pointkę-  Mercury nazwał ją Tiffany. Jerrego już zawsze tytułował „swoim kotem”, dedykował mu nawet swoją solową płytę „Mr. Bad Guy”

www.freddie.ru

Kolejny kot, biało-rudy Oscar, pojawił się w domu wraz z nowym chłopakiem. Kocur był raczej samotnikiem i włóczykijem, który spędzał większość czasu w ogrodzie i na sąsiednich posesjach, zwłaszcza, że w domu pojawiło się z czasem więcej kotów i dla Oscara zrobiło się nieco za ciasno...

www.freddie.ru

Po nim pojawiła się ta słynna Delilah, dla której Freddie napisał piosenkę. Była dużą trikolorką o skomplikowanym charakterze, adoptowaną ze schroniska. Była ulubienicą Mercurego, zawsze pierwszą na kolanach, pierwszą przy misce. Nie żyła zbyt dobrze z pozostałymi kotami. Na drugim zdjęciu leży razem z Miko, ale to ona jest bliżej Mercurego :)

www.freddie.ru

Tego samego dnia Freddie przygarnął Golliatha. Czarny kocur miał tendencję do znikania, zwłaszcza gdy Freddie miał gości. Najchętniej zaszywal się w łazience i leżakował w marmurowej umywalce.

www.freddie.ru


Czarna szylkretka Miko pojawiła się w domu po powrocie Queen z tourne po Japonii. 

www.freddie.ru

Gdzieś pomiędzy nimi trafiła do domu bura pręguska Dorothy

www.freddie.ru

Biało- bury Romeo został znaleziony przez Jima Huttona- chłopaka Feddiego- okazał się być strasznym łobuzem.

www.freddie.ru

Jako ostatnia w domu pojawiła się Lilly- podobno Freddie zawsze marzył o białym kocie.

www.freddie.ru

Chociaż Mercury miał kilka posiadłości na całym świecie, koty mieszkały tylko w jego londyńskim domu. Podczas tourne często dzwonił do nich i potrafił rozmawiać z nimi godzinami. Rozpieszczał je tak samo, jak swoich najbliższych przyjaciół. Każde z futer miało swoją bożonarodzeniową skarpetkę wypełnianą co roku po brzegi zabawkami i smakołykami. Freddie, który sam przez wiele lat nie zdołał się przełamać, żeby zrobić  wreszcie test na obecność wirusa HIV, przy byle kichnięciu któregoś z kotów wysyłał swojego asystenta do weterynarza.
Fani często przysyłali Freddiemu prezenty i zabawki dla kociej bandy, jako że zdjęcia futrzaków pojawiały się w fanzinie Queen. Nazywali też swoje koty imieniem Freddie, co Merkuremu schlebiało podobno jak mało który komplement.

 http://freddieforaday.odessastrings.com

Freddie odszedł dokladnie 21 lat temu, otoczony przez najbliższych przyjaciół: ludzkich i kocich. Dom wraz ze zwierzętami zapisał w testamencie Mary Austen. W ostatnim nakręconym przed śmiercią klipie- These Are The Days Of Our Lives- Mercury ma na sobie jedwabną kamizelkę, na której uwiecznione zostały jego koty. Myślę, że już teraz jesteście w stanie nazwać je wszystkie po imieniu :)

Posted in , | 4 Comments

Wuszu kot


Za każdym razem, gdy jestem służbowo w Kraju Środka, wymykam się z hotelu na chwilę, żeby w najbliższym sklepiku z duperelami zakupić kilka Maneki Neko. Tak nazywa sie ta figurka po japońsku. Jak po chińskiu- nie wiem. Pokazuję po prostu palcem, że to coś chcę, pokazuję na migi ile sztuk, płacę potulnie bez targowania i wracam do nocnej pracy przy komputerze. Nie targuję się, bo o szczęście nie ma się co licytować. Trza płacić i liczyć na to, że po powrocie do kraju w domach- moim i obdarowanych bliskich- będzie się przelewać. 

purrfidious.blogspot.com



Przeciętny Maneki Neko jest okrągłym, słodkim kotkiem z miernej jakości fajansu. Dlaczego warto go mieć? Po co podnosi łapkę, tudzież obie, oraz gdzie się podział jego ogonek? Żeby odpowiedzieć na te wszystkie pytania musimy się cofnąć jakieś 400 lat wstecz.

Dziko żyjące koty nie były w Japoni niczym nadzwyczajnym. Jednak w domu trzymane były tylko te importowane z Chin. Najczęściej miały kopiowane ogony, a żeby można było wejść w ich posiadanie, trzeba było należeć do sfer wyższych. Byle wieśniak kota bez ogonka „made in China” posiadać po prostu nie miał prawa, gdy tymczasem wszechmocna szlachta prowadzała sobie swoje koty na smyczach. Chińskie sierściuchy stały sie symbolem dobrobytu i szczęścia, jednak było to szczęście zarezerwowane tylko dla nielicznych. Na początku siedemnastego wieku władzę w kraju przejął Szogun i rozprawił się ze wszelkimi przejawami wyższości arystokracji. Odtąd koty domowe stały się dostępne dla wszystkich. Mniej więcej w tym samym czasie hodowle jedwabników dziesiątkowały stada szczurów,  dlatego chińskie, wypudrowane koty zostały spuszczone ze smyczy, żeby ratować produkcję jedwabiu i japońską ekonomię.

http://whatafy.com/

Japończycy byli zafascynowani customizowanymi kotami z Chin, zaczęli więc wprowadzać selekcję w hodowli i udało im się wyprodukować rasę zwana japońskim bobtailem. Dość mocno zbudowane koty dzięki przekazywanej z pokolenia na pokolenie mutacji miały krótkie ogonki podobne do króliczych. Występowały tylko w trzech podstawowych kocich kolorach: czarnym, rudym i białym, oraz ich kombinacjach. To właśnie białe kotki z kilkoma rudo-czarnymi łatami na głowie, grzbiecie i resztce ogonka zostały jako pierwsze uwiecznione w porcelanie i postawione w oknach sklepów, knajpek i domów publicznych, by przynosić im szczęście i pieniądze. W tych ostatnich przybytkach zmiana wystroju po otwarciu Japonii na świat w dziewiętnastym wieku była konieczna. Wcześniej bowiem klientów tamtejszych domów uciech witały od progu ustawione na półeczkach i traktowane jako talizmany przynoszące szczęście porcelanowe figurki przedstawiające męskie ograny. Kotek wydawał się bardziej estetyczny...

Początkowo porcelanowe kotki miały uniesioną lewą łapkę. Miały nią pozdrawiać i zapraszać klientów do środka. Wraz ze wzrostem japońskiego uwielbienia dla pieniędzy i dóbr materialnych zaczęły się pojawiać figurki z uniesioną łapką prawą- mające przynosić dobrobyt. W sumie wystarczyłaby ta lewa- bo czy więcej klientów w sklepie nie oznacza większych przychodów? W każdym razie im wyżej uniesiona była łapka, tym więcej szczęścia miał przynosić kot, co doprowadziło to powstawania wyjątkowo absurdalnie zdeformowanych kocich rzeźb.

Ja przywożę zwykle Maneki Neko, które mają uniesione obie łapki. Być może łapki te są po prostu zbyt krótkie, żebym mogła od razu poczuć ich działanie, bo niejedna kumulacja w Lotto mnie ominęła... Poza tym koty te rozdaję na lewo i prawo- może gdybym uwiesiła je wszystkie przy drzwiach wejściowych, leżałabym teraz gdzieś na Karaibach sącząc kolorowe drinki?

Jeszcze przed końcem listopada na Purrfidnym facebooku będzie do zgarnięcia ostatni z przywiezionych przeze mnie w tym roku Maneki Neko. Jeśli chcecie sprawdzić czy faktycznie przynosi szczęście, śledźcie Purrfidious na https://www.facebook.com/purrfidious



Chyba, że macie już takiego Maneki Neko w domu ;)


purrfidious.blogspot.com




Posted in | 6 Comments

Search

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.