Archive for 2012

Kot, którego ledwo widać

To było 19 lat temu! Jak ten czas leci... Edward Lutczyn przyjechał do mojego miasta otworzyć dwie wystawy swoich prac: dla dzieci w Bibliotece Miejskiej i dla doroslych- w BWA.  Byłam wielką psychofanką pana Edwarda, maniakalnie oglądałam program "Butik", w którym co tydzień tworzył na naszych oczach kolejny rysunek. Każdy szkic zaczynał od elementu, który w żadnym przypadku nie pozwalał zgadnąć, co rysunek będzie przedstawiał.   

Oczywiście nie było wtedy jeszcze internetu, nie można było śledzić pana Edwarda na fejsbuku, więc o wernisażu dowiedziałam się już po fakcie. Byłam bardzo niepocieszona, o czym ze smutkiem wspomniałam pani sprzedającej mi bilet wstępu do BWA [wystawę dla dzieci zaliczyłam chwilkę wcześniej]. Pani usmiechnęła się szeroko, wydała mi bilet i zabrała do małego pokoiku przy sali wystawowej. Przy stole nad szklanką soku pomarańczowego siedział Edward Lutczyn! Uśmiechnał się pod wąsem, wyjął z mojej dłoni mini albumik ze swoimi pracami, który kupiłam razem z biletem, spytał o imię. Zapytałam, czy oprócz autografu mógłby mi nagryzdać coś jeszcze. Zapytał, co to by miało być. "Kot", odpowiedziałam nieśmiało. Pan Edward pociągnął łyka soku i zaczął od czegoś takiego:





Dziwne oko ma ten kot... Byłam nieco rozczarowana...
Ale potem poszło już gładko.




Myślę, że teraz trzynastolatki jarają się tak, gdy dostaną autograf od Justina Biebera. Gdy ja miałam trzynascie lat, ten rysunek był dla mnie najwiekszym skarbem i właściwie niewiele się przez te 19 lat zmieniło :)

Panie Edwardzie- dziękuję za tego kota, którego ledwo tu widać :)

Posted in | 2 Comments

Slightly mad


Innuendo- moim zdaniem najlepszy album grupy Queen. W środku książeczki ilustracja przedstawiająca członków grupy. Na niej Freddie ubrany w strój błazna, obleziony przez koty.

 http://requechando.com/

Na samej płycie- piosenka „Delilah”. Kiedyś, gdy rozumiałam tylko kilka słów w języku inglisz, myślałam, że to piosenka o ukochanej kobiecie. Kiedy wsłuchałam się w słowa ponownie kilka lat temu, przy fragmencie o sikaniu na kostium sceniczny zmarszczyłam mocno brwi, przetarłam oczka i ściągnęłam sobie tekst z internetu. To była piosenka o kotce! Jedna z najważniejszych grup muzycznych świata, na swoim najlepszym albumie umieściła hymn do sierściucha, a Brian wyciął solówkę imitującą kocie miauki...  Nie przypominam sobie żadnego innego artysty, który porwałby się na coś takiego.

www.freddie.ru

Pierwszymi kotami Freddiego były Tom i Jerry, które zamieszkały z nim i jego wieloletnią dziewczyną i najlepszą przyjaciółką- Mary Austin. Po ich rozstaniu koty zostały z Mary, która w ramach rekompensaty podarowała mu długowłosą niebieską pointkę-  Mercury nazwał ją Tiffany. Jerrego już zawsze tytułował „swoim kotem”, dedykował mu nawet swoją solową płytę „Mr. Bad Guy”

www.freddie.ru

Kolejny kot, biało-rudy Oscar, pojawił się w domu wraz z nowym chłopakiem. Kocur był raczej samotnikiem i włóczykijem, który spędzał większość czasu w ogrodzie i na sąsiednich posesjach, zwłaszcza, że w domu pojawiło się z czasem więcej kotów i dla Oscara zrobiło się nieco za ciasno...

www.freddie.ru

Po nim pojawiła się ta słynna Delilah, dla której Freddie napisał piosenkę. Była dużą trikolorką o skomplikowanym charakterze, adoptowaną ze schroniska. Była ulubienicą Mercurego, zawsze pierwszą na kolanach, pierwszą przy misce. Nie żyła zbyt dobrze z pozostałymi kotami. Na drugim zdjęciu leży razem z Miko, ale to ona jest bliżej Mercurego :)

www.freddie.ru

Tego samego dnia Freddie przygarnął Golliatha. Czarny kocur miał tendencję do znikania, zwłaszcza gdy Freddie miał gości. Najchętniej zaszywal się w łazience i leżakował w marmurowej umywalce.

www.freddie.ru


Czarna szylkretka Miko pojawiła się w domu po powrocie Queen z tourne po Japonii. 

www.freddie.ru

Gdzieś pomiędzy nimi trafiła do domu bura pręguska Dorothy

www.freddie.ru

Biało- bury Romeo został znaleziony przez Jima Huttona- chłopaka Feddiego- okazał się być strasznym łobuzem.

www.freddie.ru

Jako ostatnia w domu pojawiła się Lilly- podobno Freddie zawsze marzył o białym kocie.

www.freddie.ru

Chociaż Mercury miał kilka posiadłości na całym świecie, koty mieszkały tylko w jego londyńskim domu. Podczas tourne często dzwonił do nich i potrafił rozmawiać z nimi godzinami. Rozpieszczał je tak samo, jak swoich najbliższych przyjaciół. Każde z futer miało swoją bożonarodzeniową skarpetkę wypełnianą co roku po brzegi zabawkami i smakołykami. Freddie, który sam przez wiele lat nie zdołał się przełamać, żeby zrobić  wreszcie test na obecność wirusa HIV, przy byle kichnięciu któregoś z kotów wysyłał swojego asystenta do weterynarza.
Fani często przysyłali Freddiemu prezenty i zabawki dla kociej bandy, jako że zdjęcia futrzaków pojawiały się w fanzinie Queen. Nazywali też swoje koty imieniem Freddie, co Merkuremu schlebiało podobno jak mało który komplement.

 http://freddieforaday.odessastrings.com

Freddie odszedł dokladnie 21 lat temu, otoczony przez najbliższych przyjaciół: ludzkich i kocich. Dom wraz ze zwierzętami zapisał w testamencie Mary Austen. W ostatnim nakręconym przed śmiercią klipie- These Are The Days Of Our Lives- Mercury ma na sobie jedwabną kamizelkę, na której uwiecznione zostały jego koty. Myślę, że już teraz jesteście w stanie nazwać je wszystkie po imieniu :)

Posted in , | 4 Comments

Wuszu kot


Za każdym razem, gdy jestem służbowo w Kraju Środka, wymykam się z hotelu na chwilę, żeby w najbliższym sklepiku z duperelami zakupić kilka Maneki Neko. Tak nazywa sie ta figurka po japońsku. Jak po chińskiu- nie wiem. Pokazuję po prostu palcem, że to coś chcę, pokazuję na migi ile sztuk, płacę potulnie bez targowania i wracam do nocnej pracy przy komputerze. Nie targuję się, bo o szczęście nie ma się co licytować. Trza płacić i liczyć na to, że po powrocie do kraju w domach- moim i obdarowanych bliskich- będzie się przelewać. 

purrfidious.blogspot.com



Przeciętny Maneki Neko jest okrągłym, słodkim kotkiem z miernej jakości fajansu. Dlaczego warto go mieć? Po co podnosi łapkę, tudzież obie, oraz gdzie się podział jego ogonek? Żeby odpowiedzieć na te wszystkie pytania musimy się cofnąć jakieś 400 lat wstecz.

Dziko żyjące koty nie były w Japoni niczym nadzwyczajnym. Jednak w domu trzymane były tylko te importowane z Chin. Najczęściej miały kopiowane ogony, a żeby można było wejść w ich posiadanie, trzeba było należeć do sfer wyższych. Byle wieśniak kota bez ogonka „made in China” posiadać po prostu nie miał prawa, gdy tymczasem wszechmocna szlachta prowadzała sobie swoje koty na smyczach. Chińskie sierściuchy stały sie symbolem dobrobytu i szczęścia, jednak było to szczęście zarezerwowane tylko dla nielicznych. Na początku siedemnastego wieku władzę w kraju przejął Szogun i rozprawił się ze wszelkimi przejawami wyższości arystokracji. Odtąd koty domowe stały się dostępne dla wszystkich. Mniej więcej w tym samym czasie hodowle jedwabników dziesiątkowały stada szczurów,  dlatego chińskie, wypudrowane koty zostały spuszczone ze smyczy, żeby ratować produkcję jedwabiu i japońską ekonomię.

http://whatafy.com/

Japończycy byli zafascynowani customizowanymi kotami z Chin, zaczęli więc wprowadzać selekcję w hodowli i udało im się wyprodukować rasę zwana japońskim bobtailem. Dość mocno zbudowane koty dzięki przekazywanej z pokolenia na pokolenie mutacji miały krótkie ogonki podobne do króliczych. Występowały tylko w trzech podstawowych kocich kolorach: czarnym, rudym i białym, oraz ich kombinacjach. To właśnie białe kotki z kilkoma rudo-czarnymi łatami na głowie, grzbiecie i resztce ogonka zostały jako pierwsze uwiecznione w porcelanie i postawione w oknach sklepów, knajpek i domów publicznych, by przynosić im szczęście i pieniądze. W tych ostatnich przybytkach zmiana wystroju po otwarciu Japonii na świat w dziewiętnastym wieku była konieczna. Wcześniej bowiem klientów tamtejszych domów uciech witały od progu ustawione na półeczkach i traktowane jako talizmany przynoszące szczęście porcelanowe figurki przedstawiające męskie ograny. Kotek wydawał się bardziej estetyczny...

Początkowo porcelanowe kotki miały uniesioną lewą łapkę. Miały nią pozdrawiać i zapraszać klientów do środka. Wraz ze wzrostem japońskiego uwielbienia dla pieniędzy i dóbr materialnych zaczęły się pojawiać figurki z uniesioną łapką prawą- mające przynosić dobrobyt. W sumie wystarczyłaby ta lewa- bo czy więcej klientów w sklepie nie oznacza większych przychodów? W każdym razie im wyżej uniesiona była łapka, tym więcej szczęścia miał przynosić kot, co doprowadziło to powstawania wyjątkowo absurdalnie zdeformowanych kocich rzeźb.

Ja przywożę zwykle Maneki Neko, które mają uniesione obie łapki. Być może łapki te są po prostu zbyt krótkie, żebym mogła od razu poczuć ich działanie, bo niejedna kumulacja w Lotto mnie ominęła... Poza tym koty te rozdaję na lewo i prawo- może gdybym uwiesiła je wszystkie przy drzwiach wejściowych, leżałabym teraz gdzieś na Karaibach sącząc kolorowe drinki?

Jeszcze przed końcem listopada na Purrfidnym facebooku będzie do zgarnięcia ostatni z przywiezionych przeze mnie w tym roku Maneki Neko. Jeśli chcecie sprawdzić czy faktycznie przynosi szczęście, śledźcie Purrfidious na https://www.facebook.com/purrfidious



Chyba, że macie już takiego Maneki Neko w domu ;)


purrfidious.blogspot.com




Posted in | 6 Comments

Miau Kitler!

Kilka lat temu na korpo-pocztę i ja, i pozostali współpracownicy, dostaliśmy smutnego mejla. Koleżanka pisała w nim, że znalazła opuszczone przez matkę gniazdo z kilkudniowymi kociętami. Zaniosła je więc do weta, od którego dowiedziała się, że zgodnie z procedurą obejmującą bezdomniaki, jeśli nie znajdzie się ktoś, kto z dnia na dzień zdeklaruje się, że je weźmie do siebie, zostaną uśpione nim jeszcze otworzą oczy. Taki humanitaryzm czy coś w tym stylu, hmm...
Koleżanka załączyła zdjęcie bandy. Jedno z kociąt było białe, z kilkoma niewielkimi plamami czerni w wyjątkowo kretyńskich miejscach: pod nochalem i na czole- tworzącą asymetryczną grzywkę.



Szybko kliknęłam "odpowiedz wszystkim", wlepilam adres strony Cats That Look Like Hitler i nakazałam natychmiast zainteresować się białym Kitlerem. W odpowiedzi dostałam od autorki mejla straszny opieprz. Że tu chodzi o żywe stworzenie, o być albo nie być, a ja taka niepoważna, jak zwykle z resztą, że powinnam znać jakiś umiar...
Za chwilę dostałam jeszcze jednego mejla, że wyrok nad właśnie tym kotkiem został wstrzmany, bo po moim mejlu po Kitlerka ustawiła się kolejka. Odzyskałam wiarę w ludzkie poczucie humoru!
 

Strona Cats That Look Like Hitler została utworzona w 2006 roku przez Koosa Plegt and Paula Neve. Do dnia dzisiejszego zebrano na niej prawie 7700 zdjeć kotów, które paszczowo przypominają przywodcę Trzeciej Rzeszy. Wokół strony jest masa kontrowersji, niektórzy traktują ją jako tubę propagującą Adolfa H. i jego poglądy. Jakby to była wina biednych kotów, że Adi miał właśnie taką, a nie inną stylówę, właśnie taki, a nie inny pomysł na życie i nie lubił obcokrajowców.

Oprócz niekończacego się konkursu na najlepszego Kitlera na stronie pojawiają się stale ogłoszenia o adopcjach kotów z asymetrią na czole i kwadratem pod nosem.
Chyba każdy chwyt jest dobry, jeśli dzieki niemu choćby kilka kotów miało znaleźć dom, prawda?

Macie może w domu takiego Dyktatora z grzywką?


Posted in , | 5 Comments

Poop kultura


Przytachałam z samochodu czterdziestolitrowy worek żwiru dla Potworów. To właściwie trociny, co jeszcze bardziej potęguje wrażenie, że mam w domu dwa wypasione chomiki, które żebrzą o kukurydzę z puszki, biegają w kółko i grzebią w wiórach...
I tak uważam się za szczęściarę, bo mam ten wybór- bentonit, wióry czy silikon. Mój rodzony ojciec za czasów głębokiej komuny swojemu kotu wygrzebanemu ze śmietnika sypał do kuwety piach, podczas gdy cały cywilizowany świat kupował kolorowe opakowania ze żwirkiem w porządnych sklepach zoologicznych.
 

http://www.quickmeme.com


Zastanawialiście się kiedyś skąd ten pomysł z kuwetą i żwirem?

Koty w ludzkim obejściu funkcjonowały od jakichś 9500 lat, spędzając większość czasu na zewnątrz domostw. Zawsze znalazł się jakiś kawałek rozgrzebanej ziemi, gdzie pedantyczny zwierz ze swoimi nerwicami natręctw mógł pozbyć się nieestetycznych produktów przemiany materii. Potem człowiek pozwalał kotu coraz częściej wchodzić do wnętrz, ale na wszelki wypadek wystawiał go przed drzwi wieczorem, żeby nie nabrudził. Na początku poprzedniego stulecia niektórzy amatorzy kociego towarzystwa wstawili do swoich domów pudełka na koci urobek i wypełniali je piachem i pyłem z drogi. Fuj. Poza tym wyobrażacie sobie taki proces: minus 30 stopni na dworze, wychodzicie na zewnątrz z kilofem, oddłubujecie z usypanej wcześniej górki grudę piachu, którą potem rozmrażacie i suszycie na kominku, żeby nasypać kotkowi do kuwety?

Z takim problemem borykała się niejaka Kay Draper, więc koło 1948 roku poszła do sklepu po sąsiedzku po worek piachu. Młody współwłaściciel tego rodzinnego biznesu, gdy dowiedział się do czego potrzebny jest ów piach, zaproponował jej zamiast niego rodzaj suchego granulatu z glinki. Nie dopatrujmy się tu nagłej eureki, niesamowitego przebłysku intelektu. Edward Lowe miał tego granulatu całą stodołę, bezskutecznie próbował go opchnąć okolicznym rolnikom jako ściółkę dla zwierząt, więc jeśli udałoby się pozbyć chociaż worka, warto było zaryzykować.

Okazało się, że granulat sprzedawany pod nazwą Fuller's Earth dzięki swoim właściwościom chłonącym sprawdził się w nowej roli tak rewelacyjnie, że Ed postanowił popakować go w nowe worki i wrzucić do pobliskiego sklepu zoologicznego. Sprzedawcy patrzyli na niego jak na wariata, 65 centów za worek suchej gliny to było ździerstwo, przecież można sobie z dworu piachu dla kota nabrać za darmo. Ed powiedział im więc, żeby na początku dawać te worki ludziom za darmo. Kociarze nabrali granulatu i wracali z tymi 65 centami w łaputach po więcej. Ed nie tylko pozbył się zalegającego w magazynie towaru, ale i znalazł świetny sposób na zarobek tworząc markę Kitty Litter. Rozwinął biznes z takim rozmachem, że jego firma jako jedyna wśród produkujących koci żwir miała swoje własne labolatorium do ulepszania i tworzenia nowych produktów, w którym "pracę" znalazło 120 kocich testerów, robiących kupkę zawodowo.

Gdy Ed sprzedawał swoją firmę w 1990 roku, wpuszczała ona na rynek rokrocznie żwir wart 210 milionów dolarów.

Więc jeśli biegniecie właśnie teraz ratować świat przed tym, co wasz Potwór zostawił w kuwecie, pomyślcie przez chwilę o Edzie Lowe, dzięki któremu w naszych domach zamiast pudeł z kurzem mamy pachnące, zbrylające się magiczne drobinki ;)

 

Posted in | 3 Comments

Przepraszam bardzo, czy koty są modne?


Co drugi człowiek, którego znam osobiście, ma kota. Albo dwa. Albo trzy. Niektórzy mają całą bandę, inni zajmują się ich upcyclingiem i redystrybucją: biorą takiego delikwenta ze śmietnika, zabiedzonego, głodnego, a potem chuchają, dmuchają, karmią i wydają w dobre ręce. Słyszałam kiedyś w radyju, że w co trzecim polskim domu jest kot. Chwilę podumałam nad przyczyną i doszłam do wniosku, że jedyny powód, że my- Polacy- mamy coś, co generuje koszty, jest moda. Mamy drogie samochody, które przerabiamy na gaz, drogie domy, za które płacimy co miesiąc haracz bankowi i drogie w utrzymaniu koty, które niektórzy dla obniżenia kosztów "sprytnie" karmią whiskasem, ale to już temat na zupełnie inny post.  Modnie jest mieć modne auto na podjeździe modnego domu i modnego kota za szybą tegoż modnego lokum.

 Szybki skok na najpoczytniejsze blogowe mody i mam dla Was świetne wieści. W tym sezonie koty są baaardzo "in", w przyszłym będą jeszcze bardziej. Spójrzcie na Kosmitę leżącego obok Was do góry kołami i zobaczcie, jak bardzo jesteście na czasie!

Carl Lagerfeld ma kota. Kotkę właściwie. Choupette ma do dyspozycji 2 opiekunki, szofera, podobno ma też lukratywny kontrakt z agencją  IMG.
OMG... Czy Wasz kot ma konto na Twitterze? Biegiem zakładać!




W tym sezonie przez szafiarskie blogi jak tornado przewaliło się OMBRE- efekt przejścia tonalnego, zanurzenia w farbie. Ombre było wszystko: włosy, szorty, t-shirty. Baaardzo mocny trend na następną wiosnę.





Ale uwaga! Ombre mogą być też koty. Taki Iggy Poop na przykład...


Kolejny mega trend- galaktyka. Nie masz galaktycznych legginsów? Bluzy z poliestru we wszechświat? Nie martw się- masz kota! Koty są takimi kosmitami, że bijesz wszystkie legginsy na głowę. Zawsze możesz sobie kupić galaktyczny kubek z kotem. Od przyszłego tygodnia na DaWandzie :)



Kot miejski jest modny. Zawsze. Tak twierdzi Koteria i w ramach zbierania funduszy na działaność dystrybuuje prześwietną koszulkę inspirowaną trochę Carlem L, trochę Arbuzem. Jeśli nie znacie historii Arbuza, zapraszam tu, a potem biegiem na Koteryjny fejsbuk celem zdobycia wiedzy, gdzie można nabyć koszulki z tym i innym nadrukiem. Pomaganie kotom też jest w modzie :)

Posted in , , , , | 8 Comments

Search

Swedish Greys - a WordPress theme from Nordic Themepark. Converted by LiteThemes.com.